W zeszłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć aż w trzech koncertach. Na dwa czekałam z niecierpliwością już od dłuższego czasu, trzeci był dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Julia Pietrucha Kojące dźwięki ukulele sprawiły, że poczułam się jakbym stała na słonecznej plaży, a nie przed sceną w parku podczas wrześniowego wieczoru. Julia Pietrucha ma zdecydowanie jeden z piękniejszych głosów, jakie kiedykolwiek miałam przyjemność usłyszeć na żywo. Czarująca aura, poczucie humoru muzyków i wspaniała muzyka sprawiły, że wieczór ten wspominam do dzisiaj. Gdybym tylko mogła cofnąć się do tamtego czasu, zrobiłabym to bez zastanowienia. Warto również dodać, że Julia Pietrucha to jedna z nielicznych polskich wokalistek, która ma tak dobry angielski akcent, że człowiek ma wrażenie, jakby słuchał kogoś z zagranicy. Ja odczuwałam to samo, stojąc pod sceną. Jazzombie, czyli połączone siły Pink Freud i Lao Che Świetna atmosfera, energia, która wprost rozpierała muzyków...
Hej! Mam na imię Karolina i uwielbiam dzielić się z ludźmi muzyką, która jest dla mnie ważna. Stąd ten blog. Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj coś dla siebie

Nie znam niestety tego aktora. :)
OdpowiedzUsuń● malgorzatt.blogspot.com
Chyba raczej muzyka :)
UsuńZnam tego pana! Sto lat!
OdpowiedzUsuńRównież mu życzę sto lat ;)
OdpowiedzUsuńO i ja również obchodzę urodziny 6 stycznia :)
OdpowiedzUsuńSpóźnione, ale aktualne- wszystkiego najlepszego!
Usuń